Ten teledysk (i piosenka) sprawia, że okropnie tęsknie za dzieciństwem. Myślę jednak, że być może, w następnym tygodniu poczuję się lepiej. Będą rekolekcje (czyt: więcej czasu wolnego), odwiedzę Melancholy hill.Nie ma accident'ów (tu:przypadków) są tylko godcident'y. Miło jest być miłym dla innych. W głowie dźwięczą mi pewne słowa (Kocham Cię, Twój tatuś, Bóg wszechmogący), ale, o raju, mając taką wiedzą, nadal jestem tchórzem. Wstaję, upadam, upadam, wstaję, przegrywam walkę kiedy się poddaję. A dziś doszłam do pewnej prawdy żegnając się szybko i mówiąc:"Pa Jezu, dzięki za zbawienie". Idiotyzm tego zdania wciąż mnie nie opuszcza.
Tak właśnie zachowywałam się przez całe moje życie. Tak, Jezu, zmartwychwstałeś, tak (pewnie)
tak było. W sumie to dobrze zrobiłeś, ale ja teraz muszę iść odrabiać lekcję/wyjść z Rickiem/do
dentysty/do lekarza/ do koleżanki czy Bóg wie gdzie jeszcze, Jezu. A Ty cierpliwe czekałeś 16 (!) lat. "Określiłem dokładny czas Twojego urodzenia i miejsca zamieszkania" - mówisz. I tak sobie myślę kiedy patrzę na wychudzone dziecko z Afryki, Boże, ile ja mam. I nie będę pisała więcej, bo znowu wychodzi pisanina dla siebie. Po prostu odeślę do tego. Zwykłam pisać ten adres, wrzucać go do koperty, podpisywać, denerwować się, prosić o pomoc przyjaciółki i wysyłać osobą, które (pomogły w) ratowaniu mi życia. Tak właśnie zwykłam robić.