środa, 29 lutego 2012

Dla siebie,

K:Uuu, ksiądz wzywa imię Pana Boga nadaremno!
Ks:Żebym ja Ci zaraz uwagi na daremno nie wpisał.

Nadal mnie to śmieszy :)
Zrobiłam sobie wymyślną fryzurę i rozważam czy pójść w niej jutro do szkoły. Jednak są tam jakieś plusy mieszkania w Londynie. Można na przykład robić sobie wymyślne fryzury i nikt nie zwraca na Ciebie, jakoś specjalnie, uwagi. A poza tym..

Szkoła to niedobre miejsce.
Nie powinno się tam wracać.
A tym bardziej przychodzić.

Śnił mi się dzisiaj (prawdopodobnie) najpiękniejszy sen w moim życiu. I miałam ogromną ochotę opowiedzieć go komuś, najlepiej całemu światu, a kiedy opowiedziałam go kilku osobom doszłam do wniosku, że on wcale nie jest najpiękniejszy, ale kiedy ja byłam w tym śnie to był. Gmatwam. Śnił mi się Bóg-przyjaciel, śnił mi się ks.Michał, który powiedział mi dobrą radę. I go dziś posłuchałam. No i było coś jeszcze. Wieczorem, jak za starych dobrych czasów, postanowiłam porozmawiać sobie z Tatą i powiedziałam mu, a raczej poprosiłam by obudził mnie wcześniej, bo muszę wyjść z Rickiem, a jeśli nie wstanę za wcześnie, by moje usta nie stały się przyczyną grzechu (czyt:żebym nie miałam pretensji do mamy). I... obudziłam się kilka minut przed budzikiem. A najlepsze jest to, że ja uwierzyłam. Wiem, wiem, to tylko taka zasada. U mnie jest tak:Kładę się wcześnie ---> późno wstaję. Kładę się późno ---> wcześnie wstaję. Ale ludzie właśnie tacy są. Szukają dowodu na to, że nie istnieje Stwórca. Ja taka jestem. Nie znoszę takiej siebie.
Myślę, że wkroczyłam na dobrą ścieżkę. O ile są jakieś ścieżki. Błądzę, pukam, szukam, ale chyba o to chodzi. Tak jak pisał Gaarder. To "coś" musi przeniknąć całą mnie, muszę to "coś" przekazywać całemu światu. Nie mogę tylko zagłębiać się w pewne zakamarki mojego umysłu. Jeszcze nie jestem gotowa. Doszłam jednak do pewnej prawidłowości Bóg jako przyjaciel=szczęście. Nie potrafię tylko żyć w przekonaniu, że dzieje się tak, bo urodziłam się w takiej a nie innej rodzinie. Nie. Nie potrafię tego pojąć. Nie rozumiem takiej "sprawiedliwości". Nie wiem czemu dostałam trzy z matmy chociaż uczyłam się całe popołudnie, a ktoś inny dostał pięć, chociaż w ogóle się nie uczył. Nie wiem czemu, niektórzy umierają z głodu a inni z przejedzenia. Czemu, Boże? Nie wiem czemu chcę pomóc całemu światu. Nie mam zielonego pojęcia! Nie wiem też dlaczego tłumię to w sumie. Pewnie dlatego, że brak mi odwagi. Zresztą przecież oni dla mnie nic nie znaczą. Lubię ich, tak, ale za pół roku nie powiedzą mi nawet "cześć" na ulicy? Więc dlaczego byłam taka zadowolona kiedy pożyczyłam Karolinie Pismo? Albo kiedy zaniosłam Oli zeszyt od matmy? Kiedyś byłam... inna? Może pod tym względem zmieniłam się na lepsze, ale większy kontakt z ludźmi oznacza mniejszy kontakt z Gabrielem. Już nie piszę, bez niego to do niczego nie prowadzące męki.
Mama sprząta. Czuję, że muszę jej pomóc. Zresztą czeka mnie matematyczno-biologiczno-geograficzno-fizyczno-chemiczna powtórka. Hm, może nawet nie zaczynać?

Nie pamiętam już czasów kiedy pisałam coś konstruktywnego.  To kolejna notka dla siebie, ale zawsze pomaga. Mi oczywiście.
Boję się piątku.

sobota, 4 lutego 2012

See you soon

Po chwarnym piątku miało być lepiej. Nie jest. Może dlatego, że to nie był wcale chwarny piątek, chociaż miał być. Moją głęboką melancholię, której aktualnie nie potrzebuję staram się zamienić na zapał do nauki. nawet mi wychodzi. Odrabianie ćwiczeń z chemii i fizyki jest takie... pomocne? Lambda siejąca (a może zbierająca?) ziarno wygląda tak ładnie. Tak cudownie, że mogłabym dalej trwać w stanie nieważkości, a w świecie materialnym tylko uczyć się i... i nic. Tak na razie jest lepiej. Mogę trwać w takim życiu-nieżyciu chociaż do egzaminu, zamieniając melancholię w zapał do nauki. Bylebym tylko za bardzo się do tego nie przyzwyczaiła. Boję się, że znowu się zawiodę, dlatego z góry najlepiej nie mieć nadziei, tak jest łatwiej. See you soon mr. Gabrielu, do kiedyś tam.