czwartek, 22 marca 2012

Godcident.

Ten teledysk (i piosenka) sprawia, że okropnie tęsknie za dzieciństwem. Myślę jednak, że być może, w następnym tygodniu poczuję się lepiej. Będą rekolekcje (czyt: więcej czasu wolnego), odwiedzę Melancholy hill.Nie ma accident'ów (tu:przypadków) są tylko godcident'y. Miło jest być miłym dla innych. W głowie dźwięczą mi pewne słowa (Kocham Cię, Twój tatuś, Bóg wszechmogący), ale, o raju, mając taką wiedzą, nadal jestem tchórzem. Wstaję, upadam, upadam, wstaję, przegrywam walkę kiedy się poddaję. A dziś doszłam do pewnej prawdy żegnając się szybko i mówiąc:"Pa Jezu, dzięki za zbawienie".  Idiotyzm tego zdania wciąż mnie nie opuszcza.
Tak właśnie zachowywałam się przez całe moje życie. Tak, Jezu, zmartwychwstałeś, tak (pewnie) 
tak było. W sumie to dobrze zrobiłeś, ale ja teraz muszę iść odrabiać lekcję/wyjść z Rickiem/do
dentysty/do lekarza/ do koleżanki czy Bóg wie gdzie jeszcze, Jezu. A Ty cierpliwe czekałeś 16 (!) lat. "Określiłem dokładny czas Twojego urodzenia i miejsca zamieszkania" - mówisz. I tak sobie myślę kiedy patrzę na wychudzone dziecko z Afryki, Boże, ile ja mam. I nie będę pisała więcej, bo znowu wychodzi pisanina dla siebie. Po prostu odeślę do tego. Zwykłam pisać ten adres, wrzucać go do koperty, podpisywać, denerwować się, prosić o pomoc przyjaciółki i wysyłać osobą, które (pomogły w) ratowaniu mi życia. Tak właśnie zwykłam robić.

1 komentarz:

  1. Co za cudowny teledysk! Ostatnio jestem wielką fanką sztuki przedstawiającej piękno plus ból. To ewoluuje powoli w moją postawę życiową.
    Osobiście aktualnie rozważam problem, jak przyjąć coś za pewnik w tym niepewnym świecie. Jedni mówili "myślę, więc jestem", inni mówią "jestem, więc jestem", a ja sama nie wiem, czy cokolwiek istnieje i czy nie spaceruję sobie tylko po moich wyobrażeniach o otaczającym mnie świecie, czy nie rozmawiam z ludźmi z mojej głowy, czy wyciągając rękę w prawo, tak naprawdę nie wyciągam jej w lewo. Irracjonalne, co? Ale bardzo daleko mi do etapu "dziękuję, Boże". Błogosławienie Ci, co nie widzieli, a uwierzyli... Ciężko jest być błogosławionym.
    Piszę teraz dla siebie, nie dla Ciebie. Ten komentarz miał wyglądać inaczej. Przepraszam.
    Wiesz, w "Ksenocydzie" była jedna dziewczyna, która bardzo mocno w coś wierzyła, i nawet, kiedy okazało się, że to nieprawda, trwała przy swoim. Napisałabym więcej, ale nie chcę Ci spoilerować, bo może jeszcze kiedyś to przeczytasz. W każdym razie podziwiam ją - wierna do końca. Potem ją za to docenili. Ciekawe, czy tak samo byłoby z chrześcijanami, gdyby udowodniono, że Bóg nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń